Poznajemy się krok po kroku. Powoli i mozolnie, przez ciemność przechodzimy do jasności, przez własną słabość i niemoc. Właśnie w najtrudniejszych chwilach wychodzą nasze braki. Pycha, przywiązanie, niedbalstwo. Głęboki oddech, spojrzenie w oczy świętego, wspomnienie jego drogi i jego życia, by zresetować stan serca i wrócić, gdy będzie łagodne i czyste. Modlitwa przed podjęciem jakiegokolwiek działania nie jest możliwością, a koniecznością. Bez niej nic, bo do wszystkiego należy podchodzić cierpliwie i łagodnie, roztropnie i z wiarą, a nade wszystko z pokojem w sercu.
Nie trzeba byśmy się obawiali. Rezygnowali przez wzgląd na niedomagania czy niewiedzę. Mamy już drogowskaz. Szablon postępowania - wyznaczył go Chrystus. To szablon miłości, przebaczenia, dawania siebie, nieoceniania i znoszenia słabości innych. Wiemy jak, chociaż wiadomo - nie zawsze wychodzi tak, jak zamierzaliśmy.
To o czym tu mowa? O pisaniu ikon, czy o życiu? O jednym i drugim, bo pisanie ikony to ścieżka od nicości do świętości. Rodzimy się podobraziem. Jesteśmy uposażeni, powołani, starannie stworzeni i przygotowani, by być "na obraz i podobieństwo". Początkowo podlegamy wychowaniu, nasza wiara nabiera kształtu, a jej prawdy zostają wyryte w sercu. Po wyryciu, nie ma już odwrotu, co wyryte - wyjdzie na wierzch nawet po zamalowaniu. Jak wyryjesz sobie w sercu nienawiść lub gorycz, to biada ci!
Bywa tak, że to samo życie coś nam w sercu wyryje. Coś karykaturalnego. Niepasującego. Nie mamy już na to wpływu, ale po nabraniu dystansu i pokornego spojrzenia możemy dostrzec prawdę o dysharmonii. Wyrycia nie cofniemy, ale możemy je zaakceptować i poprowadzić obok prawidłową, zgodną i harmonijną linię naszego życia. Kiedy na końcu, ustawi się ikonę odpowiednio pod światło, błędne wyrycie będzie delikatnie widoczne. Będzie przypominało o naszej drodze, o tym, że uczymy się przez całe życie i nieustannie odkrywamy ścieżki prawdy, dobra i piękna. Warto wtedy podziękować Bogu, że w porę przekierował nas na właściwą ścieżkę.
Obraz nabiera kształtu warstwa po warstwie. To nanoszone rozjaśnienia sprawiają, że oko dostrzega formę, wypukłość i wierzy, że to, co widzi, jest zgodne z prawdą, ma odniesienie do rzeczywistości. Oko cieszy się z rozpoznania, bo przy tym, co rozpoznaje, serce czuje się bezpiecznie i jest spokojne. Pokój jest owocem prawdy - przyjętej i zaakceptowanej.
Każda ikona jest inna i niepowtarzalna. Nawet jeśli pisana z tego samego wzoru. Doskonale jest to widoczne na warsztatach, kiedy kilka osób pisze w tym samym czasie tę samą ikonę. To ćwiczenie samoakceptacji. Swoich niedomagań, ale też darów, a obie sytuacje uczymy się przyjmować z pokorą. Możemy się wzajemnie inspirować, pomagać sobie, wspierać i chwalić, ale zawsze w centrum jest oblicze - by każdy z nas wydobył z siebie święte oblicze, uświęcając przy tym samego siebie. W modlitwie przed rozpoczęciem pracy mówimy: „prowadź nasze ręce (…) ku chwale, radości i upiększeniu świętego Twego Kościoła.” Nie chodzi tu tyle o upiększenie świątyni, co dusz tworzących Kościół. Kościół żywy, dialogujący z Bogiem i spotykający się z Nim w codzienności jest Bożą chwałą, świadectwem Jego miłości i ojcostwa. Dlatego też piszący nie podpisuje ikony. Ona nie jest jego własnością, ani nie jest owocem jego talentu. Jest owocem ducha. Są osoby o wprawnym oku i czułym sercu, które potrafią dostrzec, jaki był stan ducha osoby piszącej ikonę i nie chodzi tu o ocenę walorów estetycznych. Ikona jest niejako świadectwem wnętrza. Tak jak nasze życie, wybory i czyny są świadectwem naszej wiary.
"Przeniknij mnie, Boże, i poznaj moje serce,
doświadcz mnie i poznaj moje myśli.
I zobacz, czy idę drogą nieprawą,
a prowadź mnie drogą odwieczną." (Ps 139)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz